🦌 Nienawidzę Pracy W Szkole
uczycielki lub nauczyciela. W wypadku drzwi, jeśli się orientujemy, że włożyliśmy do zamka niewłaściwy klucz, szybko zmieniamy go na inny, który może pasować. Niestety, w wypadku trudności w pracy z uczennicą lub uczniem często kręcimy w zamku przez długi czas kluczem, który nie pasuje. W ten sposób można jedynie Witam! Istnieje wiele możliwości rozwiązania tej sytuacji. Myślę, że nóż i krzywdzenie siebie nie są dobrym wyjściem i nie przyniosą rozwiązania problemów. Nie napisałaś, co takiego dzieje się w szkole, że boisz się tam chodzić. Sądzę, że przede wszystkim powinnaś porozmawiać o tym ze swoimi rodzicami. Oni mogą interweniować w Twojej sprawi i zmienić Twoją sytaucję. Także zgłoszenie problemów do nauczyciela może dać rezultat. Zastanów się także nad zmianą szkoły. Rodzice mogą Cię przenieść do innej, przyjaznej szkoły. Także wizyta u psychologa mogłaby być dla Ciebie pomocna. Poradziłabyś sobie z wewnętrznymi problemami, wzmocniła swoją psychikę i nauczyła się radzić w trudnych sytuacjach. Możesz zmienić swoją sytuację. Poproś bliskich o pomoc i postaraj się wspólnie z nimi rozwiązać problemy. PozdrawiamPo czwarte, praca w księgowość daje stabilizację. Tak jak wspomnieliśmy – popyt na księgowych jest i będzie duży, a to daje niemal gwarancję znalezienia pracy po studiach. To też daje możliwości zmiany otoczenia w zależności od indywidualnych celów, pomysłów na siebie i własną karierę zawodową.
W zawodzie nauczyciela, niemal jak w byciu matką, trzeba pełnić wiele ról. Jest ich dużo więcej niż ta jedna, do której przygotowują nas zajęcia z metodyki na studiach. Nauczyciel powinien być psychologiem, pedagogiem, opiekunem, wychowawcą … można wymieniać bardzo długo. Większość zdaje sobie z tego sprawę, wielu próbuje w tych rolach być nieustająco dobrym. Niestety, studia pedagogiczne, poza wiedzą merytoryczną z zakresu dydaktyki i metodyki, nie uczą tego, co najważniejsze w tym zawodzie. Nie pokazują nauczycielom, jak się w tych rolach odnaleźć. Mamy inspirować naszych uczniów, pomagać im odnaleźć swoje mocne i słabe strony, wzmacniać ich samoocenę, poczucie własnej wartości… tylko ilu nauczycieli wie, jak wypełnić te zadania, skoro nie każdy potrafi to odnaleźć w samym sobie? Nauczyciel to nie tylko stanowisko – to postać, która bierze udział w kształtowaniu setek osobowości. Ta grupa zawodowa, jak żadna inna, ma wpływ na funkcjonowanie i kształt przyszłego społeczeństwa. Przy tej całej presji niemal nikt nie wspomina o kwestii kluczowej: wspieranie innych, opiekowanie się nimi i budowanie czyjejś samoświadomości, wymaga w pierwszej kolejności zaopiekowania się samym sobą. Każdy dzień z życia nauczyciela to nieustająca praca fizyczna, umysłowa i emocjonalna. Konieczność noszenia na swoich barkach odpowiedzialności jest obciążająca a często wyczerpująca. Wie o tym każdy dyrektor, kierownik, manager… A to nie tylko odpowiedzialność za wyniki, projekty, zysk netto, ale przede wszystkim za ŻYCIE. Nie jedno czy dwa, ale KILKADZIESIĄT żyć. Za kontakty społeczne naszych podopiecznych, za ich poczucie własnej wartości, samoocenę, za ich wiedzę, umiejętności, a w pierwszych latach szkoły nawet za zasmarkany nos, załatwianie potrzeb fizjologicznych, za to, czy w kolejnych latach dzieci będą lubiły się uczyć, czy będą chciały się rozwijać, angażować w życie szkoły. Rodzicom często ciężko jest ogarnąć swoje własne dzieci – jedno, dwoje, czy trójkę. Wiem, bo sama jestem mamą. Nauczyciel musi ogarnąć przez kilka godzin dziennie (bywa, że przez 8 czy 9) kilkadziesiąt cudzych, pochodzących z różnych środowisk, o odmiennych doświadczeniach, historii, z przekazywanymi w domu czasami skrajnie różnymi wartościami. Kiedy wchodzimy do klasy patrzy na nas dwadzieścia, trzydzieści osób, na których przyszłość mamy niebagatelny wpływ. To, co powiemy, zrobimy w ciągu „naszych” 45 minut buduje ich samoświadomość, poczucie bezpieczeństwa, sprawczości, pokazuje cele, wyzwala emocje, odkrywa zainteresowania… Jednocześnie może działać zupełnie odwrotnie – może sprawić przykrość, wzmagać agresję, obniżać samoocenę, zniechęcać do rozwoju. Lubię to, co robię, ale nie zmienia to faktu, że jest to jeden z najtrudniejszych zawodów świata, a przy tym dostający niewiele wsparcia. Popularne jest hasło, że nauczycielem trzeba się po prostu urodzić i albo to ktoś robi dobrze, albo powinien robić coś innego. I pewnie jest w tym trochę prawdy. Ale mimo wielkiego zamiłowania do tej profesji i dobrego wykonywania swoich obowiązków, nauczyciel potrzebuje wsparcia i wzmacniania. Wielu nauczycieli zaczynało ten zawód z prawdziwym poczuciem misji, z żywą wiarą w to, że będą mieli możliwość pozytywnie wpływać na życie przyszłych dorosłych. Ale po drodze ich energia zgasła, ich poczucie sprawczości zmalało niemal do zera, ich chęć wspierania dziecka spadła tak nisko, że ciężko ją odnaleźć. To się nazywa wysokie prawdopodobieństwo wypalenia zawodowego, a wynika ono z faktu, że jako nauczyciele głównie dajemy – swoją energię, swój czas, swoje zaangażowanie, swoją kreatywność, a przede wszystkim swoje emocje. Zawieszamy swoje potrzeby, ukrywamy uczucia („bo skoro sam wybrałeś zawód, to po co narzekasz”) i dążymy do zabezpieczania głównie potrzeb naszych podopiecznych. W różnorodnej grupie często nie jesteśmy w stanie zrobić tego doskonale, co powoduje w nas dodatkową frustrację. Na studiach, ani nigdy potem nikt nas nie nauczył, jak regenerować własne zasoby emocjonalne i intelektualne, by ich nie wyczerpać. Wielu nauczycieli się szkoli, ale wciąż koncentrujemy się na swojej skuteczności dydaktycznej (czasami wychowawczej), ale nie skupiamy się na najważniejszym aspekcie – na wzmacnianiu samych siebie. A z pustego nawet Salomon nie naleje. Nie może być mowy o tym, żeby nauczyciel wspierał skutecznie ucznia i budował jego samoocenę czy wiarę w siebie, jeśli sam ich nie ma. Nie można właściwie realizować procesu edukacji, samemu się stale nie rozwijając. Dlatego – Drodzy Nauczyciele, zatrzymajcie się na chwilę lub dwie, przyjrzyjcie się swoim frustracjom, swojej niepewności, swojej (nie)chęci do pracy, swojej SKUTECZNOŚCI. Jeśli coś nie gra, to zacznijcie się przyglądać własnym potrzebom, zadbajcie o swój rozwój – nie tylko w zakresie dydaktyki czy metodyki, ale wyjdźcie od rozwoju osobistego, od zaspokajania własnych potrzeb, od swojego ja. Jeśli nie zadbacie o siebie, nie będziecie potrafili być dobrymi edukatorami. A przecież każdy z nas chciałby przede wszystkim być skuteczny w procesie wspierania swoich uczniów. Żaden z nas nie chce również przenosić frustracji, złości, poczucia niemocy na swoje życie prywatne. Aby tego uniknąć, musimy zadbać o siebie! Jak ostatnio usłyszałam od pewnego ratownika medycznego: „skuteczny ratownik, to zdrowy ratownik” – myślę, że doskonale można to odnieść do naszego zawodu. c autorka: Anita Dybowska – mama trójki dzieci. Lektor, metodyk w szkole językowej. Interesuje się psychologią. Bardzo lubi czytać książki i tańczyć. foto: Fred Rockwood, Pixabay Stąd propozycja wprowadzenia od 1 września 2022 r. dostępności nauczycieli w szkole w wymiarze 8 godzin tygodniowo, w czasie której nauczyciel będzie np. spotykał się z rodzicami, będzie dostępny dla swoich uczniów, ale też weźmie udział w radzie pedagogicznej.Kilkumiesięczne przygotowania, następnie maraton egzaminów maturalnych, później stres podczas czekania na wyniki. Ale jednak! Udało się! Zdałam maturę! Teraz tylko komplet dokumentów do złożenia w dziekanacie, odbiór indeksu i pięć lat wytrwałej nauki. Niestety w trakcie okazało się, że nienawidzę swoich swoich studiów… Wymarzone studia Dla licealisty studia często stanowią mityczny okres życia, kiedy wreszcie zaczyna się robić to, co się kocha. Na przykład zapalona klasowa artystka wreszcie będzie mogła wyżyć się na ASP, szkolnego laureata konkursów literackich z pewnością pochłonie program nauczania w Instytucie Polonistyki, a co drugi geek wybierze informatykę. Podobno najważniejsze jest robić coś, co nas pasjonuje. Problem w tym, że wyobrażenia o studiach bywają bardzo oderwane od rzeczywistości, a zderzenie z nią bywa nie raz bolesne i wywołuje panikę w świeżo upieczonych studentach. Artystka na ASP dowie się, jak bardzo nie lubi teorii sztuki, tak samo jak młody literat językoznawstwa diachronicznego, a informatyk fizyki. Często po pierwszej sesji następuje kryzys i okazuje się, że nawet wymarzone studia nie są tym, czego pragnęliśmy. Wybór z rozsądku Drugim znanym przypadkiem są studia wybrane z rozsądku. Znana jest powszechna rada rodziców: „Idź na prawo.” albo „Zostań inżynierem” i nieważne, czy nas to interesuje czy nie, idziemy tam, bo wydaje się to najlepszym rozwiązaniem. Jeżeli nie mamy innego pomysłu to w porządku. Gorzej jeżeli marzyła nam się szkoła filmowa albo filozofia. Wtedy studia potrafią być prawdziwą męczarnią, choć ludzie którzy zdecydowali się na tak racjonalne pokierowania własną przyszłością zwykle podołają wyzwaniu. Bo tak naprawdę… każdy kierunek oferuje nam coś, co w jakimś stopniu może zainteresować. Nie ma kierunku idealnego Oczywiście każdy student lubi przejaskrawiać fakty na temat swoich studiów. Każdy wykładowca się na niego uwziął, egzamin zdał na trzy, ale to nic, bo większość w ogóle nie zdała, na egzaminie ustnym pytał, o to, czego nie było na ćwiczeniach. To normalne. Każdy lubi sobie czasem ponarzekać. I najczęściej na tym się kończy. Gorzej jeżeli stan niezadowolenia nie mija i planujemy rzucić studia. Wbrew pozorom to też jest jakieś wyjście. Rzuciłem studia Często rzuca się studia ot tak, żeby pozbyć się problemu ciągłych kolokwiów, prezentacji i esejów, które ciążom nam niczym miecz nad głową. Wbrew pozorom nie jest to jednak wystarczający powód, dla którego nagle pozbawiasz się jakieś celu i możliwości uzyskania wyższego wykształcenia. Rozejrzyj się za możliwościami, jakie kryje twoja uczelnia. Jeżeli masz kilka niezaliczonych egzaminów nikt nie będzie tak naprawdę sprawiał problemów, żebyś zdał je w drugim albo w trzecim terminie. Często warto porozmawiać z wykładowcami, których unikaliśmy przez cały semestr, okazać skruchę i wybłagać trójkę. Uwłaczające, ale w końcu nikomu nie zaszkodzi. Jeżeli zadecydowałeś, że jednak chcesz rzucić studia – wymyśl plan B. Jeszcze przed decydującym krokiem wymyśl, co chcesz robić dalej: wolontariat zagraniczny, szkoła policealna, praca, studia wieczorowe lub dzienne, wtedy nie „wyjdziesz z obiegu” i nie pozostaniesz bez planu na życie, co w gruncie rzeczy często grozi młodym ludziom, którzy rzucili studia. No i najważniejsze: nie przerywaj studiów w połowie semestru. Szanuj swój czas, który poświęciłeś na i jeżeli zostało ci raptem kilka miesięcy do ukończenia kolejnego roku akademickiego to warto go skończyć. Nigdy nie masz pewności, czy plan B na pewno i nie będziesz chciał wrócić na stare studia. Tutaj poniekąd polecę swojego znajomego i dam dodatkową radę. Jeśli jesteście z Zachodniopomorskiego, polecam gabinet (odnośnik do oferty) poradnia psychologiczną w Szczecinie – lub dowolną inną w Waszym regionie. Tę po prostu znam. Dlaczego? Otóż często kiedy nie wiemy co zrobić z naszym życiem, osoba która ma doświadczenie w podobnych sytuacjach pokieruje nas tam gdzie powinniśmy lub chciałybyśmy być. Nie obawiajmy się że to coś wstydliwego. Podczas pobytu w Stanach najbardziej zaskoczyło mnie właśnie to że praktycznie każdy ma tam swojego prywatnego opiekuna psychologa. Za kilka lat u nas będzie podobnie. Ale co ja po tym będę robił1. Kiedy najlepiej szukać pracy w szkole? Pracy w szkole szukaj w maju, po zatwierdzeniu arkusza organizacji kolejnego roku szkolnego (zatwierdza się go do 30. kwietnia). To wtedy, jeśli są przewidywane jakieś wakaty, dyrektor poszukuje nauczycieli. To oczywiście nie oznacza, że nie można znaleźć pracy później. Nie ma zebrania z wychowawcą, na którym rodzice nie żądaliby zmiany jakiegoś nauczyciela. Czasem nie jednego, ale kilku. Dotyczy to wszystkich szkół. Zresztą im lepsza placówka, tym większe oczekiwania i szybsza reakcja rodziców na ewentualne wady belfrów. Ponieważ zjawisko się nasila, warto przeszkolić wychowawców, aby wiedzieli, jak mają się zachować. Jedni bowiem nie chcą o niczym słyszeć, obrażają się na uczniów, zaprzeczają oczywistym faktom, bronią swoich kolegów bez względu na to, co mówią skarżący, a inni zacierają ręce i spiskują z rodzicami przeciwko kolegom – szczęśliwi, że skarga nie ich dotknęła. Aby nauczyć wychowawców profesjonalnego zachowania, należałoby zagrać w otwarte karty. Trzeba by ujawnić, ile w danej szkole jest skarg, ile jest żądań zmiany różnych nauczycieli, pokazać, jak wielkie jest to zjawisko. Potem można by wspólnie zastanowić się, co należy z tym zrobić. Niestety, tak nigdzie nie jest. W każdej szkole ludzie żyją plotkami, a otwartości nie ma żadnej. Ledwie wyjdzie delikwent z pokoju nauczycielskiego, a już wychowawcy zaczynają gadkę, że była na niego skarga i żądanie zmiany na lepszego. Strach wyjść, bo może zaraz zaczną się plotki na nasz temat. Strach zostać, bo trzeba słuchać o innych. Przez nieomal 20 lat pracy w szkole miałem przyjemność i nieprzyjemność wystąpić we wszystkich rolach. Jedni rodzice koniecznie chcieli, abym zastąpił – ich zdaniem – gorszego nauczyciela. Inni żądali, abym ja ustąpił, a na moje miejsce wszedł lepszy. Występowałem też w roli tego, którego nikt nie chce usunąć, ale też nikt go nie pożąda – czyli w roli przeciętnego, co chyba jest najgorsze. Są nauczyciele, którzy myślą, że ich pozycja w szkole będzie zawsze taka sama. Nic bardziej błędnego. Raz na wozie, raz pod wozem. Raz rodzice cię uwielbiają, a innym razem nienawidzą. Warto o tym pamiętać, gdy los jest akurat dla nas bardziej łaskawy. Sukcesy nie trwają wiecznie.
Zgodnie z art. 128 § 1 Kodeksu pracy czasem pracy jest okres, w którym pracownik pozostaje do dyspozycji pracodawcy w zakładzie lub w innym miejscu wyznaczonym do wykonywania pracy. Co w przypadku, gdy ma miejsce szkolenie pracownika w dniu wolnym? Czy za ten czas należy mu się dzień wolny lub w przypadku nieodebrania takiego dnia pracodawca jest zobowiązany o wypłaty wynagrodzenia wraz z dodatkiem za pracę w godzinach nadliczbowych?Ważny charakter szkoleniaZdarzają się sytuacje, że pracodawcy kierują pracowników na szkolenia podnoszące kwalifikacje zawodowe poza godzinami ich pracy lub w dni wolne od pracy, np. w sobotę lub niedzielę. Zgodnie z art. 100 Kodeksu pracy pracownik zobowiązany jest stosować się do związanych z pracą poleceń przełożonych. Niewątpliwie odnosi się to również do poleceń, które dotyczą obowiązkowego udziału w szkoleniu, nawet jeżeli organizowane jest ono w dniu wolnym od pracy. Kodeks pracy nie zawiera regulacji dotyczącej wliczenia do czasu pracy szkoleń podnoszących kwalifikacje zawodowe pracownika. Tylko w przypadku szkoleń bhp ustawodawca jednoznacznie wskazał, że odbywają się one w czasie pracy i na koszt jest pogląd, że szkolenie pracownika w dniu wolnym wlicza się do jego czasu pracy tylko wówczas, gdy uczestnictwo w nim jest dla pracownika obowiązkowe. Przeważająca część doktryny wyraża pogląd, że wliczanie czasu spędzonego na szkoleniach do czasu pracy powinno być uzależnione od:polecenia pracownikowi wzięcia udziału w organizowanych przez pracodawcę szkoleniach,charakteru takich czas pracy powinno być uznane każde szkolenie pracownika w dniu wolnym, w którym uczestnictwo pracownika wynikało z polecenia służbowego wydanego przez przełożonego. Ponadto, jeżeli szkolenia podnoszące kwalifikacje: mają charakter szczególny, są ściśle wiązane z pracą oraz z nabyciem umiejętności wymaganych wyłącznie do pracy u danego pracodawcy, wliczane są do czasu natomiast szkolenie pracownika w dniu wolnym ma charakter dobrowolny, a udział w nim, choć jest organizowane lub wskazane przez pracodawcę, nie należy do podstawowych obowiązków pracownika określonych w art. 100 Kodeksu pracy, to pracownikowi nie będzie przysługiwała rekompensata za czas przeznaczony na szkolenie. Rekompensata za szkolenie pracownika w dniu wolnymJeżeli obowiązkowe szkolenie odbywa się w dniu wolnym od pracy, czas ten może być uznany za pracę w godzinach nadliczbowych z powodu przekroczenia średniotygodniowej normy czasu pracy. Pracodawca jest zobowiązany udzielić pracownikowi całego dnia wolnego, nawet jeśli szkolenie w dzień wolny od pracy trwało krócej niż dobowy czas pracy danego pracownika. Dnia wolnego udziela się w danym okresie rozliczeniowym w terminie uzgodnionym z pracownikiem. Za dzień wolny udzielony w zamian za udział w szkoleniu odbywającym się w dniu wolnym od pracy pracownikowi należy wypłacić normalne przysługuje pełny wolny dzień nawet wówczas, gdy szkolenie trwało zaledwie kilka powinien otrzymać czas wolny, a jeżeli nie ma takiej możliwości, to odpowiednie wynagrodzenie razem z ewentualnym dodatkiem za pracę w godzinach nadliczbowych. Należy mieć na uwadze, że czasem szkolenia jest czas faktycznego szkolenia, tj. czas zajęć kierownicza również ma prawo do rekompensatyWpływ na uprawnienia związane z wynagrodzeniem za czas szkolenia ma również treść art. 1514 kp, zgodnie z którym pracownicy zarządzający w imieniu pracodawcy zakładem pracy i kierownicy wyodrębnionych komórek organizacyjnych wykonują, w razie konieczności, pracę poza normalnymi godzinami pracy bez prawa do wynagrodzenia oraz dodatku z tytułu godzin nadliczbowych, przy czym kierownikom wyodrębnionych komórek organizacyjnych za pracę w godzinach nadliczbowych przypadających w niedzielę i święto przysługuje prawo do wynagrodzenia oraz dodatku z tytułu pracy w godzinach nadliczbowych w wysokości określonej w art. 1511 § 1, jeżeli w zamian za pracę w takim dniu nie otrzymali innego dnia wolnego od pracy.
Twoja sprawa" napisał. W końcu wiadomość od ojca: „Przyjedź". Żona Marcina, matka jego dzieci: „Kochanie, ja tego nie rozumiem. Powinniśmy opiekować się rodzicami, to nasz obowiązek". Marcin: „Każda dobra pamięć jest wybiórcza. Podobno. Traumy się zapomina. Nie zapomniałem swoich. Nie jestem nic winny rodzicom, mogą umrzeć.Kiedy jeszcze pracowałam w szkole, zarzewiem konfliktów była kwestia rozdziału ilości dyżurów nauczycieli w czasie przerw. Nauczyciele zastanawiali się, czy właściwie muszą dyżurować, czy dyrektor może ukarać pracownika za brak jego obecności w czasie przerwy w miejscu przez dyrektora wyznaczonym, w końcu jak się ma dyżurowanie nauczyciela na każdej przerwie do należnego jemu czasu odpoczynku. Sprawy związane z zachowaniem w szkole bezpieczeństwa i dyżurami reguluje ustawa o systemie oświaty (art. 39 ust. 1), stanowiąca iż dyrektor szkoły ma obowiązek zapewnić uczniom i nauczycielom bezpieczne i higieniczne warunki pracy. Właśnie w celu zapewnienia bezpieczeństwa wyznacza się dyżury nauczycieli podczas przerw. Pełnienie dyżuru w czasie przerwy międzylekcyjnej jest więc takim samym obowiązkiem nauczyciela, jak prowadzenie zajęć dydaktycznych, co wynika z art. 42 ust. 3 Karty Nauczyciela. Jest to czynność wynikająca z zadań statutowych szkoły. Wewnętrzne regulacje muszą jednak być zgodne z przywołanym rozporządzeniem i zostać umieszczone w statucie szkoły. Zgodnie z rozporządzeniem w sprawie bezpieczeństwa i higieny w publicznych i niepublicznych szkołach i placówkach uczniowie spędzają przerwy pod nadzorem nauczyciela (§ 14 ust. 1 rozporządzenia). Brak wykonywania obowiązku, jakim jest dyżurowanie w czasie przerw może być kwalifikowane jako naruszenie obowiązków, porządku i dyscypliny pracy. Gdy będzie to działanie notoryczne nauczyciel może ponieść odpowiedzialność dyscyplinarną, jak w przypadku uchybienia godności zawodu nauczyciela lub obowiązkom nauczycielskim (art. 75 ust. 1 Karta Nauczyciela). Kara dyscyplinarna nie jest wymierzana przez dyrektora szkoły, ale przez komisję dyscyplinarną. Opracowując harmonogram poszczególnych dyżurów dyrektor powinien wziąć pod uwagę warunki przybycia nauczyciela na dyżur. Sprawą oczywistą jest, że nauczyciel nie rozpocznie dyżuru punktualnie, jeśli po zakończonej lekcji będzie musiał przybyć na niego maszerując przez pół szkoły, czekać na uczniów, zanim po lekcji wf-u się ubiorą, czy po lekcji biologii posprzątają pomoce laboratoryjne. Tacy nauczyciele powinni mieć przydzielone do dyżurowania takie miejsca, aby mogli ten dyżur pełnić w sposób optymalny. Czy jednak nauczyciel ma prawo do własnej przerwy, choćby na zjedzenie śniadania? Tak! art. 134 Kodeksu pracy, stanowiący o 15-minutowej przerwie w pracy, wliczanej do czasu pracy, jeżeli dobowy wymiar czasu pracy wynosi co najmniej 6 godzin, ma zastosowanie również do nauczycieli. Kwestia ta nie została uregulowana w Karcie Nauczyciela, stąd należy sięgnąć do Kodeksu pracy (art. 91 c KN). Dyżury nauczycieli sprawowane są w ramach czasu pracy nauczyciela, wynikającego z art. 42 ust. 2 KN. O dokładnej organizacji dyżurów i częstotliwości ich pełnienia przez poszczególnych nauczycieli decyduje dyrektor szkoły. Harmonogram dyżurów dla każdego z nauczycieli musi uwzględniać 15 minutową przerwę w pracy nauczycieli, których dobowy wymiar czasu pracy wynosi co najmniej 6 godzin. Dodatkowo w każdej placówce winien funkcjonować regulamin przydzielania i realizowania dyżurów, aby było to dokonywane w sposób jak najbardziej przejrzysty i równy wobec wszystkich nauczycieli. Otagowane jako: dyżur, dyżury nauczyciela, podstawa prawna dyżurów, rozporządzenie o dyżurach, zasady dyżurowania
11. Praca domowa powstrzymuje uczniów przed angażowaniem się w kilka nieprzydatnych zajęć. Praca domowa jest w rzeczywistości niezwykle korzystna dla uczniów. Bez pracy domowej uczniowie nie będą mieli co robić po lekcjach, co zachęci ich do marnowania czasu na bezproduktywne zajęcia, takie jak wielogodzinne granie w gry wideo.
Przepisy dotyczące pracy zdalnej obejmą również pracowników szkoły - w tym nauczycieli, choć ze względu na specyfikę pracy, nie skorzystają z nowych rozwiązań w takim samym zakresie, jak przedstawiciele innych zawodów. Trudno bowiem w praktyce wyobrazić sobie, jak nauczyciel z domu zapewni bezpieczeństwo uczniom znajdującym się w szkole.
Co grozi za nieusprawiedliwioną nieobecność w pracy? Jakaś kara pieniężna dla pracownika, czy może od razu dyscyplinarka? Jednym z podstawowych obowiązków pracownika, wyrażonym w treści art. 100 §2 ust. 1 kodeksu pracy, jest przestrzeganie czasu pracy, ustalonego w zakładzie pracy. Samo świadczenie pracy jest już podstawowym obowiązkiem pracownika, a do jej świadczenia zobowiązał się już na etapie nawiązania z pracodawcą stosunku pracy (np. zawarcia umowy o pracę). Stosunek pracy polega na tym, że pracownik w określonym miejscu i czasie oraz za wynagrodzeniem i pod kierownictwem pracodawcy wykonuje swoje określone te obowiązki realizował zgodnie z zawartą umową, z reguły wymagana jest jego obecność w określonym miejscu, przeważnie w zakładzie pracy. Póki co znakomita mniejszość pracowników pracuje albo w zadaniowym systemie czasu pracy (nienormowany czas pracy) albo w formie telepracy, wykonując swoje obowiązki z domu. Zdarzają się jednak sytuacje, w których pracownik nie stawia się w pracy, nie informując nikogo o przyczynie tej nieobecności. Taka nieobecność zaburza normalny tok pracy w zakładzie pracy, a pracodawcę naraża na potencjalne straty. A co grozi za nieusprawiedliwioną nieobecność w pracy? Konsekwencje mogą być poważne, z natychmiastowym zwolnieniem grozi za nieusprawiedliwioną nieobecność w pracyPisaliśmy również tutaj: nieusprawiedliwiona nieobecność w pracyCo grozi za nieusprawiedliwioną nieobecność w pracy – upomnienie, nagana czy może dyscyplinarka?Od razu zaznaczyć należy wyraźnie. Już jednodniowa nieusprawiedliwiona nieobecność pracownika w pracy stanowi ciężkie naruszenie przez niego podstawowych obowiązków pracowniczych i skutkować może nawet tym, że pracodawca rozwiąże z nim stosunek pracy w trybie dyscyplinarnym, bez zachowania okresu wypowiedzenia i z winy pracownika. W szczególności dyscyplinarka za nieusprawiedliwioną nieobecność w pracy jest tym bardziej uzasadniona, gdy pracownik doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jego nieusprawiedliwiona nieobecność poważnie zakłóci proces pracy w zakładzie pracy narazi pracodawcę na szkodę lub stworzy zagrożenie dla bezpieczeństwa innych zatem pracownik jeden dzień nie pojawił się w pracy, nie usprawiedliwił swojej nieobecności i teraz zastanawia się, co grozi za nieusprawiedliwioną nieobecność w pracy, to grozi mu nawet dyscyplinarka. Pracownik musi mieć tego sobie wyobrazić np. sytuację, w której na dany dzień zapowiedziała się w zakładzie pracy kontrola z Inspekcji Pracy, kontrola rozpoczyna się w ustalonym dniu, a w tym dniu osoba odpowiedzialna za sprawy pracownicze z ramienia pracodawcy nagle jest nieobecna w pracy, nie ma z nią kontaktu, nikt w zakładzie pracy nie jest w stanie jej zastąpić. Pracodawca po to taką osobę zatrudnia, aby nie zajmować się osobiście sprawami pracowniczymi (choć w ostateczności i tak za nie odpowiada), a jeśli taka osoba nagle bez usprawiedliwienia nie stawia się w pracy i naraża pracodawcę na potencjalne szkody, to musi ona liczyć się z dyscyplinarką, jak najbardziej uzasadnioną w tym tu zwrócić uwagę na jedną bardzo ważną rzecz. Trzeba rozróżnić sam fakt nieobecności w pracy od braku jej usprawiedliwienia. Już sam fakt, że pracownik nie usprawiedliwia swojej nieobecności sam w sobie jest ciężkim naruszeniem obowiązków pracowniczych, nie tylko sama nieobecność w pracy. Takie zachowanie z pewnością zasługuje na rozwiązanie umowy o pracę bez zachowania okresu wypowiedzenia z winy pracownika. Nie jest natomiast powodem dyscyplinarki fakt, że pracownik uchybił formalnie w usprawiedliwieniu swej grozi za nieusprawiedliwioną nieobecność w pracyNależy tu odróżnić te dwa przypadki – co grozi za nieusprawiedliwioną nieobecność w pracy od tego, co grozi za brak usprawiedliwienia nieobecności w terminie. Zasady usprawiedliwiania nieobecności w pracy reguluje Rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Socjalnej z dnia r. w sprawie sposobu usprawiedliwiania nieobecności w pracy oraz udzielania pracownikom zwolnień od pracy. Stosownie do §2 ust. 1 powołanego rozporządzenia, pracownik powinien najpóźniej w drugim dniu nieobecności poinformować pracodawcę o jej przyczynie i przewidywanym czasie trwania. Jeśli pracownik spóźni się z usprawiedliwieniem, a tym samym uchybi formalnościom, to nie jest to przyczyna, dla której można pracownika zwolnić natomiast pracownik w ogóle swojej nieobecności nie usprawiedliwi, to już takie zaniechanie stanowi podstawę do rozwiązania z nim stosunku pracy bez zachowania okresu wypowiedzenia. Jak stwierdził Sąd Najwyższy w swym wyroku z dnia 22 września 1999 roku sygn. 270/99, opóźnienie usprawiedliwienia nieobecności w pracy nie może być traktowane jako ciężkie naruszenie podstawowych obowiązków pewnością nie jest prawidłowym usprawiedliwieniem nieobecności fakt np. samowolnego rozpoczęcia urlopu wypoczynkowego bez wymaganej zgody pracodawcy czy też samowolnego udzielenia sobie urlopu na żądanie. Jeśli pracownik nie stawia się w pracy, nie usprawiedliwiając swej nieobecności, za to podnosząc, iż w ten sposób odebrał czas wolny za nadgodziny, dzień wolny za pracę w sobotę czy też udzielił sobie urlopu na żądanie, to takie zachowania uprawniają pracodawcę do natychmiastowego zwolnienia grozi za nieusprawiedliwioną nieobecność w pracy? Na pewno może to być dyscyplinarka, choć nie zawsze musi. Może się zdarzyć, że pracodawca przymknie oko na taką nieusprawiedliwioną nieobecność pracownika, nie chcąc kończyć z nim współpracy ze względu na fakt, iż pracownik posiada wysokie kwalifikacje i jest dobrym fachowcem. Warto jednak w takim wypadku sięgnąć po kary porządkowe i wymierzyć pracownikowi choćby karę upomnienia czy karę nagany. Co istotne, nieusprawiedliwiona nieobecność w pracy może skutkować również dla pracownika tym, że pracodawca nałoży na niego karę pieniężną, niezależnie od tego, że nieobecność nieusprawiedliwiona jest nieobecnością grozi za nieusprawiedliwioną nieobecność w pracyPodsumowując zatem – co grozi za nieusprawiedliwioną nieobecność w pracy? Jakkolwiek już nawet pojedyncza nieusprawiedliwiona nieobecność w pracy może skutkować dyscyplinarką, to tym bardziej wypowiedzeniem umowy o pracę. A już na pewno, jeśli nieusprawiedliwione nieobecności w pracy powtarzają się co jakiś czas, to z takim pracownikiem bez żadnego ryzyka można rozwiązać stosunek pracy zarówno z zachowaniem, jak i bez zachowania okresu wypowiedzenia, uzasadniając to rozwiązanie np. dezorganizacją pracy w zakładzie pracy.
Odrzucenie wniosku o pracę zdalną w szkole lub przedszkolu Możliwość odmowy przejścia na tryb zdalny Przyczyny odrzucenia wniosku o pracę zdalną Odmowa pracy zdalnej ze względów organizacyjnych, sprzętowych Powrót do trybu stacjonarnego z trybu pracy zdalnej Termin powrotu do pracy stacjonarnej Okazjonalna praca zdalna – 24 dni w
Czołgiem! Dzisiaj dla Was mam (famfary prosz) nowy wpis z Waszej ulubionej kategorii. Mam wiele pomysłów na tę serię, aż głowa się nowy rok szkolny, trochę dziwnie, trochę inaczej, ale pomijając wszystko, chciałabym Wam opowiedzieć moje:,,24 powody" dla których nienawidziłam chodzić do jeden. Nienawidzę po dziś dzień uczyć się rzeczy, które nie są mi potrzebne w życiu, weźmy taka:chemia - znasz całą tablice Mendelejewa, ale za cholerę nie wiesz, czy możesz wziąć dany lek, albo jaki gaz (głaz) Cię - doskonale znasz wszystkie porosty i rodzaje ameb (czasem ludzkich), ale nie wiesz gdzie, w ciele człowieka znajduje się jakaś kość, która "chyba" pobolewa, a idąc na grzyby, nie wiesz, które są - znasz wszystkie stare lektury, ale nie wiesz, jak poprawnie napisać podanie o pracę nie korzystając z - obliczywszy ile dzieci potrzeba do wkręcenia żarówki oraz ile ziemniaków o promieniu X zmieści się do worka, już wiesz, że za cholerę nie ogarniesz zwykłego PIT-a, czy lokaty w wymieniać i wymieniać, ale łapiecie, o co chodzi...2. Mam wrażenie, że większość nauczycieli nie lubi dzieci, ani młodzieży i jest tu na Szkoły w Ameryce - ogromne boisko, wsparcie różnorodnych zainteresowań, liderki cheeruSzkoły w Polsce - patrzcie, mydło dali!4. Kiedy znasz odpowiedź na jakieś pytanie, ale wstydzisz się podnieść ręki - to często jest efekt sztywnych zajęć, albo faktu, że nauczyciele karcą i wyśmiewają, jak powiesz coś Porównywanie do starszego W-F - czyli tak zwane Wywalanie Frajerów - jesteś słabszy fizycznie? Spokojnie już wiemy, że twoja psychika zostanie zmiecona pod dywan przez szereg lat, kiedy Twoim w-fowym partnerem jest Wycieczki klasowe - pojedziemy do aquaparku? Na konie? Ognisko? Kolonie? Nie tym razem moi kochani. Pojedziemy do Muzeum Starego Próchna i będziemy oglądali najstarsze drzewa wraz z naszą 80-letnią nauczycielką. Próchno gada o Oprowadzenie po szkole - gdy byłam na dniach otwartych, szkoła wyglądała na wypasioną. Mieli nawet fontannę z czekoladą, którą jak się okazało, wyciągali tylko raz na rok. Właśnie na dni otwarte. A jak to później wyglądało z mojej perspektywy: Proszę Państwa po lewej widzicie syf, a po prawej Nauczyciele, którzy nie do końca kumają swój przedmiot - skoro Ty uczysz 1 przedmiotu i korzystasz wyłącznie z książki, to jak my mamy UMIEĆ to wszystko?10. Uczniowie muszą przynieść pracę domową na dany termin, ale nauczyciele miesiąc mogą sprawdzać Nauczycielki od Angielskiego ciągle są w ciąży, natomiast matematyczki w ogóle nie chorują. Udowodnione Spóźniłeś się na lekcje, bo twój PKS się spóźnił? Spokojnie będzie pytanko!13. Nie dostałam nagrody za 100% frekwencji tylko dlatego, że jestem z powiatu Gdańskiego, a sponsor tego nie obejmował. Tak wiem, żale się, bo wciąż trzymam Wszystko jest stare - jest 2020... fajne laptopy, dotykowe telefony, płatność zegarkiem, a tymczasem w szkole: tablica na kredę pamiętająca zapiski z 1932 i nagle na film wjeżdża stary telewizor z dupą na kółkach przez pół szkoły, bo jest tylko jeden na cały budynek i oglądacie ,,Potop" na Krytykowanie ludzi za wygląd - szczególnie za kolor włosów moim zdaniem jest Nietolerowanie odmienności - nie od dzisiaj wiadomo, że introwertycy, osoby z różnymi zaburzeniami, jakieś młodzieżowe społeczności mają bardzo trudno w Przeładowany materiał - cały rozdział w tydzień, w tym powtórzenie, chociaż nikt podstawy nie kuma i musi się uczyć w domu, a jak nie masz korepetycji, to zapomnij, że będziesz miał przyzwoitą ocenę. Hajs musi się zgadzać, chociaż ponoć szkoła jest za Mamy wolne z okazji świąt - super, to jest świetna okazja, aby po tym okresie zrobić sprawdzian z całego semestru, zaraz po sylwestrze! Do tego jeszcze ,,Chłopi" do przeczytania i już nie będziecie się nudzić. Aż czuć tę świąteczną atmosferę!19. Zmuszanie ludzi, aby brali udział w konkursach - pamiętam miałam z tym problem, bo uważali, że umiem dobrze rysować (hahahahaha ha), a byłam tak zawalana nimi, że nie chciało mi się nawet ostrzyć Umysł humanistyczny kontra umysł matematyczny - to są naprawdę dwa rozdzielne elementy, ja z zasady z języka polskiego w ogóle się nie uczyłam, natomiast z matmy jestem kompletny debil, nawet całonocne kucie nic nie da, ale i tak nauczyciele wiedzą Szkolne sklepiki - nie od dziś wiadomo, że jeśli takowy w placówce edukacyjnej jest, to ma w ofercie tylko ciastka o smaku tynku ze ściany (nie pytajcie, skąd wiem, jak smakuje tynk. To były dziwne czasy). Mamy się zdrowo odżywiać, co z tego, że obok jest Projekty grupowe - czy tylko ja zawsze miałam takiego niefarta, że trafiałam na bandę debili i leniuchów i wszystko musiałam za nich robić, bo nawet jak ruszyli swoje dupska, to było wiadome, że całość wyjdzie tak, jakby ktoś zjadł kartkę papieru, zwymiotował, jeszcze raz zjadł i jeszcze raz... Nauczyciele, którzy dręczą uczniów bezpodstawnie - często nawet nie wiedząc, że mogą mieć jakieś problemy w domu. Sama miałam taką nauczycielkę, która mnie po prostu nienawidziła, tylko dlatego, że była tempa, jak kilo gwoździ w papierowym opakowaniu, a ja poprawiałam na lekcji jej braki związane z wiedzą z Koniec końców zapraszała moją rodzicielkę, a ja mówiłam, że jest jak groźna niedźwiedzica i broni swojego stada, a na koniec szkoły powiedziałam, że jest chujową nauczycielką. Bywa. ,,Głupoty nie skleisz taśmą. Wszystko inne w sumie da się naprawić, o ile masz dwustronną." - Beatrycze Masz jakiś talent i naprawdę bardzo się przyłożyłeś do tego konkursu? - spokojnie, dziecko nauczyciela, cokolwiek by nie zrobiło i tak zajmie pierwsze miejsce. W końcu zacznij się przyzwyczajać od dzieciora, że są równi i nadzieję, że moje powody Wam się podobały. Nie ważne, czy chodziliście, chodzicie, a może już Wasze pociechy, wnuki chodzą, z jakim punktem najczęściej się stykaliście/stykacie? A może byście coś dodali?Pozdrawiam KolorowoBeatryczePodobne wpisy: - ,,24 powody"dla których nienawidzę chodzić do -> ,,24 powody" dla których nienawidzę publicznych czekaj, czekaj... miałam coś ogłosić, więc jeszcze nie opuszczaj tej zacnej strony. Chciałabym Wam powiedzieć, że pracuje nad moim projektem życia. Niedawno u Agnieszki (KLIK) pojawił się post związany z moją skromną osobą, na który serdecznie zapraszam. Wspomniałam tam o książce i teraz mówię, po raz pierwszy na moim blogu, że chce spełnić moje największe marzenie, czyli napisać, a może nawet wydać książkę. To pierwsze na pewno się spełni, a druga wersja, cóż... zobaczymy, na pewno będę walczyć, ale jestem w tym nowa. Najpierw jednak trzeba ją napisać. Teraz troszkę informacji na temat mojego projektu:Opowiadanie nosi tytuł ,,Historia Śmieszka", czyli podobnie jak mój blog, ale w liczbie pojedynczej. U Agnieszki wspomniałam, że jest to książka o mnie, ale tak nie do końca. Główna postać jest fikcyjna, poznacie bardzo roztrzepanego Karolka, który, mimo iż nie ma nazwiska, ma wiele moich cech osobowości i zobaczycie troszeczkę świata z mojej, a jednocześnie nie mojej perspektywy. Żem poplątała. Historie przedstawione w tej książce są jednak całkowicie wymyślone, a postacie z nikim niezwiązane. Karolek, mimo że niedawno skończył 26 lat, ma całkiem przyzwoitą grzywkę, chodzi kolorowo ubrany i dzieli szafe na dwie części, wciąż czuje się, jak dziecko. Nie może a może i nawet nie chce wyjść ze strefy komfortu, chociaż wewnętrznie drażni go samotność i miłość do zamężnej sąsiadki. Świat staje do góry nogami, gdy jego młodszy brat - Janek postanawia się wyprowadzić z domu. Nasz główny bohater uświadamia sobie, że czas dorosnąć i wziąć sprawy, miłosne i te niemiłosne w swoje ręce. Wtedy na osiedle wprowadzają się nowi sąsiedzi. To para kuzynów, która zmieni kompletnie życie Karolka i zmusi go do wyjścia ze strefy komfortu. Czy jednak w tej nowej będzie czuł się dostatecznie dobrze?Śmieszna, romantyczna i jednocześnie wzruszająca historia, pokazująca, jak działa wyobraźnia osoby hiper wrażliwej, bardziej podatne na bodźce i posiadającą nerwicę natręctw, czyli właśnie w tej kwestii znajdziecie mnie. Czytałam w życiu wiele książek, chociaż rzadko robie na blogu o nich recenzje, to jeszcze nie słyszałam o takiej, która by poruszała takie wartości jak moja, więc mam nadzieję, że Wam się spodoba. Pisana oczywiście w znanym dla Was informacji pojawi się już w sobotę w zakładce po prawej stronie. Tam znajdziecie ciekawostki, zobaczycie, na jakim etapie jest moje pisanie, a także będziecie mogli jako pierwsi zrecenzować moje bazgroły. Tylko czy znajdę chętnych?Zapraszam serdecznie na mojego Instagrama - tam o wiele więcej -> KLIK Czy faktycznie pracowanie w pracy której nie lubisz jest Twoim największym problemem? Pracowanie w nielubianej pracy, tak naprawdę NIE JEST wcale największym problemem. Jest coś znacznie gorszego. Spójrz, większość ludzi faktycznie wstając rano, ma w głowie myśl: Nienawidzę swoje pracy! Znowu muszę tam iść. I się zastanawiam, czy to ja jestem problemem, czy moja praca. Bo zawsze mi coś nie pasuje, a z drugiej strony ciągle tkwię w niedo*ebanej branży - HANDEL! I mnie cisną, bo wyniki, wyniki, wyniki! Pieniądze! Pieniądze! A mi się nie chce żyć, bo czuję presję, bo mam lęki, i ten stres jest taki wielki, a kasy nie zarabiam. Myślę o tym, by wyleźć z tej jakże ambitnej branży i pójść kelnerować, tak zwyczajnie i po prostu, chociaż jestem wykształcona, bo mam magistra, ale chyba muszę odpocząć od tego psychicznego zapie*dolu, od telefonowania i tłumaczenia się z niesprzedania czegoś-tam. Czy sądzicie, że skoro mam 25 lat, to już trochę za późno na taki "mało poważny" (nie uwłaczając) zawód jak kelnerka czy barmanka? Mam dość rozwoju zawodowego, gdy cofam się psychicznie, spać nie mogę, płakać chcę, na terapię muszę wracać, bo mi się prowokować chce wymioty na myśl o tym zas*anym korpo. Miewam myśli samobójcze i czuję nienawiść do siebie, bo nie spełniam oczekiwań w robocie. To chyba po prostu nie na mój zwichnięty mózg, taka praca. Czy Ty też nienawidzisz różnych zakazów w szkole? Tak, przyznaję, że naprawdę tego nienawidzę! Nie, muszę stwierdzić, że akurat to mnie nie denerwuje. Reklama.